środa, 10 września 2014

L`Oreal, Casting Creme Gloss 535 Czekolada + kilka słów o kawie

Ostatnio stwierdziłam, że chcę zrobić sobie przerwę w farbowaniu, więc stwierdziłam, że trzeba by włosy pomalować na jakiś brąz. Nie wiem jaki, wiem, że odrosty mam brązowe, postanowiłam wybrac kolor taki, jaki mi się spodoba. Była promocja w Superpharm na farby i postanowiłam wziąć farbę z L'Oreala.




Wybór padł na odcień 535 Czekolada, na opakowaniu wyglądający na ciepły, nie za ciemny brąz, kolor, który najbardziej spodobał mi się na półkach. Byłam ciekawa, jak farba się sprawdzi, o farbach z L'Oreal dużo dobrego słyszałam, chciałam zobaczyć, czy na moich przesuszonych po ponad miesiącu plażowania włosach nie zrobi jeszcze większej sieczki, niźli była.





W opakowaniu znajdziemy: krem koloryzujący bez amoniaku, mleczko utleniające, sporą ilość odżywki(aż 60 ml!), tradycyjnie parę rękawiczek, całkiem niezłej jakości, i krótką instrukcję. Bardzo lubię butelki z dziubkiem do nakładania farby, o wiele wygodniejsza forma, jak dla mnie, niż rozrabianie w misce i nakładanie pędzelkiem. Sam proces farbowania jest bardzo przyjemny, głównie ze względu na delikatny, przyjemny zapach farby. Produkt nie podrażnia skóry głowy w najmniejszym stopniu, włosy nie wypadają też w jakiejść zwiększonej ilości.





A jak efekty koloryzacji? Powyżej jest zdjęcie włosów przed farbowaniem, świeżo wymytych i zostawionych do wyschnięcia. Jak widać, w nienajlepszej kondycji były wtedy,  matowe, z suchymi końcami, w odcieniu bliżej niezydentyfikowanego rudego, miejscami z rozjaśnionymi pasmami od słońca. Ogólnie, nie wyglądały zbyt dobrze.

 Boże, jak ja tu wyglądam XD


A tutaj efekt farbowania i nałożeniu odżywki. Odzyskały część blasku, były przyjemniejsze w dotyku i ogólnie miło mi się na nie patrzyło. Odżywka, jak to zwykle z moimi cienkimi włosami bywa, górę ładnie dociążyła, a pasma końcowe żyły swoim życiem, jednak nie uważam tego za jakąś wadę, bo moje włosy ciężko jest dociążyć na całej długości, taka specyfika moich włosów. Jest gęsta i niewielka jej ilość wystarczy do pokrycia włosów, ładnie pachnie, rzeczywiście delikatne nutki miodowe można wyczuć.
W sumie farbowanie na plus mogę zaliczyć, tylko z kolorem nie do końca bym się zgodziła, miała być czekolada, a w sumie dużo czerwonych nut widać, zwłaszcza w pełnym słońcu. Ja tam lubię takie brązy, więc mi to nie przeszkadza, ale wiem, że nie każdemu może się to spodobać.
Dodam, że farba się bardzo delikatnie wypłukuje, naprawdę, dawno nie miałam tak czystej wody przy myciu włosów. Naprawdę warto wypróbować, kosztuje regularnie ok. 25 zł, na promocjach można sporo taniej ją dostać, ja np. kupiłam ją za 17 zł w Superpharm.



A teraz kilka słów o kawie, którą w poprzednim poście wychwalałam. Nie jestem jej jakąś wielką miłośniczką, nie wyobrażam sobie picia tej gorzkiej, nieposłodzonej lury jak niektórzy mają to w zwyczaju, ale mrożoną, capuccino czy latte lubię wypić. Zwłaszcza mrożoną, dla mnie pora na mrożoną kawę jest przez cały rok :)
Czytałam dużo o płukankach, na początku sierpnia nawet próbowałam octowej, ale jakoś mnie nie zachwyciła. Przypomniałam sobie o kawie, która zalegała po poprzednich lokatorach i stwierdziłąm, że może pora wypróbować. Kawa, jako naturalne źródło kofeiny, poprawia mikrokrążenie skóry głowy i wspomaga walkę z wypadaniem włosów, a także może przyspieszyć porost. Przyciemnia również włosy i sprawia, że są bardziej błyszczące.
Jak przygotowywałam swoją płukankę? Jako, że mam kawę w pełnych ziarnach, miałam łatwiejsze zadanie, bo nie musiałam w żaden sposób odfiltrowywać naparu. Brałam mniej więcej 2-3 łyżki na około półtora litra wody, zalewałam wrzątkiem i czekałam, aż się zaparzy. Później wyjmowałam ziarna, czekałam, aż ostygnie i przelewałam sobie do butelki. Na moje włosy zwykle około pół litra wystarczało na przepłukanie włosów po umyciu. Włosy starałam się traktować płukanką codziennie, maksymalnie co dwa dni. Po umyciu włosów polewałam sobie je kawą, z głową nad zlewem. Potem zawijałam włosy ręcznikiem w turban, zostawiałam, by nadmiar wody się wchłonął i potem zostawiałam do wyschnięcia naturalnego. Efekty?




Po lewej włosy około 2 tygodnie po farbowaniu, na samym początku intensywnej kuracji kawowej. Czerwone przebłyski delikatnie zmalały, ale wciąż były widoczne. Były bardziej nawilżone, niż przed farbowaniem, ale to wciąż nie było to, do czego dążyłam, do stanu włosowego sprzed wakacji. Jak widać z prawej strony, włosy ładnie się przyciemniły, błyszczą przepięknie i ogólnie są przyjemniejsze w dotyku. Wypadają w o wiele mniejszej ilości, rosną szybko - jeszcze 2 tygodnie temu grzywka mnie aż tak nie irytowała, dziś zacieram rączki z myślą o wypadzie do fryzjera -, wyglądają na zdrowe i lepiej się układają. Cud, jak dla mnie, cud. Oczywiście, włosy wciąż potrafią sterczeć na prawo i lewo, takie jest prawo włosów cienkich, jednak poprawa jest znacząca.
Jeśli idzie o zapach, czuć było przy płukaniu, później z włosów się ulatniał. Miłośniczki kawy mogą nosem pokręcić, przeciwniczki zacierać ręce z radości :)
Polecam dla brunetek i szatynek, naprawdę ładnie można kolor włosów przyciemnić i przy okazji wzmocnić włosy.
Polecacie jakieś inne naturalne sposoby pielęgnacji włosów? Chętnie bym coś jeszcze wypróbowała, bo preparaty drogeryjne czy apteczne jakoś nie do końca zwykle spełniają moje wymagania :)

23 komentarze:

  1. Ładny kolor wyszedł :) Myślałam, że będzie ciemniejszy, bo te drogeryjne farby mają taką tendencję, że zawsze kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ta nie robi ciemnej masakry na głowie :D Pamiętam, jak kiedyś takim ciemnym blondem/jasnym brązem malowałam to głowa wyszła czarna. Moje przerażenie w oczach do dziś pamiętam :v

      Usuń
  2. super kolorek <3 w takim mi najlepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam wypróbować, jeśli jeszcze tej farby nie miałaś :)

      Usuń
  3. Bardzo lubię tą farbę i od jakiegoś czasu używam tylko jej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam planuję przerwę w farbowaniu, zobaczymy, co wyjdzie :D

      Usuń
  4. Ja ostatnio użyłam farby z L'oreal - Feria, w kolorze czerwieni. Jak dla mnie tragedia, bo kolor wypłukał się błyskawicznie, chyba więcej po ich farby nie sięgnę. No ale w sumie sporo osób chwali tą farbę, może kiedyś spróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość czerwieni ma to do siebie, że się wypłukuje mega szybko, mi czerwień się świetnie trzymała tylko po hennie :)

      Usuń
  5. Musze kupic jakas tania kawe i wyprobowac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj, mam nadzieję, że będziesz równie zachwycona jak ja :)

      Usuń
  6. Kolor wyszedł Ci bardzo fajny, co prawda nie czekoladowy ale i tak fajny :)
    Osobiście preferuję koloryzację ziołowymi farbami. W moim przypadku spisują się idealnie, a koszt to zaledwie 4,50 zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam zaufania do ziołowych farb nie mam, moje włosy różnie łapią koloryzację i naprawdę szybko się wypłukują, a szkoda, farbowałabym sobie czymś tańszym i zdrowszym :)

      Usuń
  7. Kolor wyszedł bardzo ładnie, a i włosy pięknie lśnią ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, że kolor różnił się od tego podanego na opakowaniu, naprawdę miło na niego było popatrzeć :)

      Usuń
  8. Ładny kolor wyszedł, ale bardziej mi się podobał przed malowaniem, taki kasztanowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ładnie mi się któraś czerwona farba wypłukała i wypłowiała :D Też mi się podobał, ale próbuję wrócić do w miarę naturalnego odcienia włosów :)

      Usuń
  9. Kolorek taki jaki lubię ;) ja używam od dawna już farby z Joanny - kawa palona , niedroga farba a śliczny kolorek ;) fajny pomysł z tą płukanką, ale ja nigdy nie mam czasu, albo myję głowę przed snem, ale wcześnie rano i robię to w bardzo ekspresowym tempie teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a ja nigdy jeszcze farby z Joanny chyba nie miałam, nawet nie wiem czemu :) Jak będziesz kiedyś miała więcej czasu to wypróbuj, przekonałam się, że warto wprowadzać płukanki do włosowej 'diety' :)

      Usuń
  10. kolor zupełnie inny niż na opakowaniu, ale mnie się podobają rudawe nuty :) ale jak cudnie się przyciemniły po kawie, super! muszę wypróbować taką płukankę :) tylko jak mam kawę już zmieloną sypaną, to ile jej trzeba użyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełnym słońcu dalej widać rudawe nuty, ale o wiele mniej :) Co do kawy zmielonej to nie mam pojęcia, ja odniosłam wrażenie, że ziarna się o wiele wolniej zaparzają od zmielonej :) Do zmielonej często podają proporcje 2 czubate łyżeczki na 500ml, także możesz spróbować tak :)

      Usuń
  11. kolor ładny ale całkowicie nie dla mnie, tobie widać że pasuje :) musze spróbowac płukanki z kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję, zawsze dobrze w rudawych/czerwonych odcieniach się czuję, może dlatego, że wredna jestem :D
      Będę ciekawa efektów, jeśli jakieś u ciebie będą :)

      Usuń

.